służby.

zgubiła się podczas rodzinnego wyjazdu na kemping. Palące
przeciwnym wypadku, jak twierdziła Susanna, Milla miałaby kłopoty
- Twarda jesteś - uśmiechnął się szeroko mimo zdenerwowania.
numer jej telefonu domowego? Nie pamiętała, ale raczej nie. Jeżeli
True milczał przez chwilę, a potem przeklął paskudnie.
Milla czuła, jak paznokcie wbijają się w skórę jej dłoni. Dziesięć

- Dlaczego? - Nie za bardzo chciałem się z nim zobaczyć. - A to dlaczego? - Bo był zakochany w mojej żonie. T. John przestał oddychać. - W pana żonie? Cassidy? - Tak. - Ale przecież miał romans z tą drugą dziewczyną, jej starszą siostrą przyrodnią? Brig wzruszył ramionami tak, jak to często robił Chase. Za każdym razem, gdy myślał o bracie, czuł się tak, jakby mu założono pętlę na szyję. Część jego umarła wraz z Chase’em. Trawiło go poczucie winy, wściekłość i chęć zemsty, ale udało mu się nie okazać emocji. - Brig umiał sobie radzić. - Miał nie najlepszą reputację. Rozmawiałem z kilkoma kobietami, z którymi miał romans. Teraz wszystkie mają mężów, dzieci i nie za bardzo chcą mówić, ale z tego, co się dowiedziałem, był cholernym kobieciarzem. Brigowi zrobiło się niedobrze, kiedy usłyszał te słowa. - Był młody. - I napalony. - Zgadza się. I napalony. - A pana żona? Ona też na niego poleciała? Zastępca szeryfa nie popuszczał. - Tak. Czuł się niezręcznie, mówiąc o Cassidy. Nie chciał wciągać jej w całe to zamieszanie, ale nie miał wyboru. - Ale ożenił się z nią pan. - Myślała, że Brig nie żyje. - A pan wiedział, że jest inaczej? - Tak. - Czy ona przestała go kochać? Brig spojrzał Wilsonowi prosto w oczy. - Tak. - Był tego pewien. Wiedział, że kilka dni temu sam zabił tę miłość. Derrick odłożył słuchawkę drżącą ręką. Już po nim. Zadzwoniła Lorna. Powiedziała, że ma kasety wideo z małymi sesjami z jej córką, która, jak zauważyła, nie ma piętnastu ani szesnastu lat, ale czternaście, a tylko wygląda nad wiek dojrzale. Zawartość żołądka podeszła mu do gardła. Czternaście! Boże, jest młodsza niż twoja córka. Jesteś zboczeńcem, Buchanan, jak twój stary. Usiadł przy biurku boga imperium Buchanana. Dotarło do niego, że wszystko się wali. Będzie zrujnowany, zhańbiony, wystawiony na pośmiewisko. Felicity się z nim rozwiedzie, dziewczynki nie będą chciały go widzieć, a ojciec go wydziedziczy, choć sam przez całe lata pieprzył się z innymi kobietami i pociągała go własna córka. Boże, to było chore. Znowu zaburczało mu w brzuchu. Wstał zza biurka. Czterdzieści osiem godzin. Tyle czasu mu dała. Potem skopiuje kasety nagrane w jej wielkim łóżku i przekaże je stacjom telewizyjnym, jego żonie i pieprzonemu szeryfowi. Ani przez chwilę nie wątpił, że Lorna spełni swoje groźby. Od razu zagięła na niego parol. Chciała miliona dolarów, ale powiedziała, że nie jest zachłanna i że może jej wypłacać w ratach, po pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie przez kilka lat, doliczając odsetki. Na wszelki wypadek, gdyby postanowił skazać się na potępienie, stracić reputację i rodzinę, Lorna ostrzegła go, że ma przyjaciół, między innymi ojca Dawn, oszusta z paskudnym temperamentem. - Cholera - warknął. Wyglądał przez okno. Czuł wstręt do siebie samego i pożądania, przez które zawsze pakował się w kłopoty. Co ma zrobić? Jest przyciśnięty do muru. A jego rodzina? Boże, co się stanie z jego córkami? Może nie poświęcał im tyle uwagi, ile życzyłaby sobie Felicity, ale je kochał. Na swój sposób. Dla ich dobra trzymał się od nich z daleka. Wiedział, że jego ojciec pożądał Angie i nie chciał popełnić takiego samego błędu. Nigdy. - Derrick? Zerwał się na równe nogi. Z rozmyślań wyrwał go głos Felicity. Stała przy biurku i wpatrywała się w niego, jakby chciała go zabić. O Boże, ona wie. Zaschło mu w gardle. - Coś się dzieje. - Felicity dostrzegła nerwowy tik w lewym oku Derricka i przygotowała się na najgorsze. - Co? - Nic. Nic się nie dzieje.


- Dobra. Wybierz miejsce, z którego będziesz dobrze widział
kontynuując. - Policja bardzo go szukała. Nie mogliśmy czekać.
cieszę się, że McKenzie zniknął z naszego życia. Zaczynał okazywać Cassidy względy, a wiesz jak to jest z takimi typami. Zawsze starają się znaleźć przyzwoite dziewczyny, zamiast zadawać się z plebsem, chociaż tam ich miejsce. - Jego brat jest taki sam - zgodziła się Geraldine. - Nie, Chase jest trochę inny - zauważyła Dena. - Zna swoje miejsce i ciężko pracuje. Rex pożyczył mu pieniądze na studia. Chłopak pracuje u niego, żeby spłacić pożyczkę. Nabrał rozumu. Szkoda, że Brig jest jego bratem. Zawsze będzie stał mu na drodze. - A Rex się pozbiera? - spytała grzecznie Geraldine. - Nie wiem. Uwielbiał Angie. Prawdę mówiąc, była jego ulubienicą. Mam tylko nadzieję, że teraz uświadomi sobie, jakie to szczęście, że ma Cassidy. Ada przyznała jej rację. - To cudowna dziewczyna. Może powinnam zasugerować Bobby’emu, żeby zaprosił ją na randkę? - Byłaby zachwycona. Cassidy wzdrygnęła się na samą myśl o tym. - Mogliby sobie nawzajem pomóc przez to przejść. Nie ma mowy! - Racja. Tak jak Felicity i Derrick - zauważyła Geraldine. Cassidy oczami wyobraźni widziała uśmiech matki. - Dobrze byłoby przekonać Reksa, żeby zwolnił tego półgłówka Williego. Wiesz, że on widział ten pożar? Podobno był świadkiem całego zajścia. Ale kto to może wiedzieć? On lubił Briga. Nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby się okazało, że Brig go w to wszystko wciągnął. - Powinniście go oddać do zakładu - stwierdziła Geraldine. - Gdzie jest miejsce dla upośledzonych umysłowo - dodała Ada. - Rex nie chce o tym słyszeć. Uważa, że jest temu chłopakowi coś winien. Nie chce przyznać, że Willie jest naprawdę poważnie upośledzony. Powiem wam, że czasami Reksa nie da się przekonać. Wejdźcie. Napijemy się mrożonej herbaty. Przecież nie będziemy stały w korytarzu. Zdenerwowana Cassidy zamknęła drzwi. Randka z Bobbym Alonzo? Zaaranżowana przez jej matkę? Nie ma mowy. Zdjęła buty i włączyła radio. Z głośników popłynął stary przebój Rolling Stonesów. Zamknęła oczy i słuchała, jak Mick Jagger narzeka, że coś jest pomalowane na czarno. Rozumiała go. Nie usłyszała pukania. Gdy otworzyły się drzwi, zasłony przywarły do okien. Odwróciła się i zobaczyła Derricka. - Mogę wejść? Miał posępną minę i wyglądał mizernie, jakby schudł z dziesięć kilogramów. Wzruszyła ramionami i patrzyła, jak brat zamyka za sobą drzwi. - Boże, czuję się potwornie. - W jego zamglonych oczach pojawiły się łzy. - Angie na to nie zasłużyła. Cassidy nie odpowiedziała. Bała się, że głos jej się załamie. - Wiesz, kochałem ją. Była jak wrzód na dupie, ale ją kochałem. - Wiem. Derrick zamrugał oczami. - Przepraszam za... za tamtą noc z bronią. Nie zrobiłbym ci krzywdy. - Nie bałam się o siebie. Podszedł do regału. Stało na nim zdjęcie Cassidy i Remmingtona. Wziął je do ręki, zmarszczył brwi i spojrzał w lustro, gdzie napotkał wzrok siostry. - Tata nie powinien był zatrudniać McKenziego. - Usta Derricka zacięły się na wspomnienie Briga. - Nic by się nie stało. - Skąd wiesz. Nagle zgniótł zdjęcie. - Nie mogę uwierzyć, że jej nie ma. - Spojrzał w sufit, jakby tam szukał odpowiedzi. - Ja też nie. Odetchnął płytko i wbił wzrok w Cassidy. - Zabiję go. Przysięgam, że go zabiję gołymi rękami. - Nawet jeżeli jest niewinny? - Nie jest. - Derrick prychnął. - Ten bydlak jest winny i któregoś dnia za to zapłaci. Cassidy czuła się jak kryminalista, gdy przywiązywała starą klacz do drzewa w pobliżu tartaku. Czekała w ukryciu na koniec zmiany. Brudni mężczyźni, oblepieni trocinami, zdejmowali kaski, palili papierosy, śmiali się i żartowali. Przez bramki zamykane na łańcuch wychodzili na parking.
zdrowia. Jednak na ogół cała plaża należała do niej. Atmosfera
zawieszenie zajęć

Trudno było go nie dotknąć, a jeszcze trudniejsza do zniesienia okazała się

też nie znalazła listy Z wyraźnym niepokojem na twarzy nerwowo
powodów, które sama sobie przedstawiła... nie powiedziała nic.
bluzkę i wśliznęła się w spódnicę. Obie rzeczy były trochę przyciasne,
pożyczka dla mikroprzedsiębiorców

291

Kolejny jęk nie przypominał jednak miauknięcia kota. Może jakiś stary włóczęga,
suknię, po wykonaniu zadania. Zzuła pożyczone buty, krzywiąc się przy tym, bo promienie
mężczyzna tak na nią dotąd nie patrzył. Przygryzła wargę, gdy położył ją na materacu.
Zatrzymanie przez Policję

czym jest ta historia.

się zatrzymać, padając na kolana.
Kiedy nagle pojawił się przed nimi ostry zakręt, pokonali go bez chwili wahania. Dwadzieścia metrów niżej kipiało wzburzone morze. Jeździec spojrzał w dół, w ślad za drobnymi kamykami, które bezszelestnie nikły w otchłani, ale nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby zwolnić biegu. Tak wysoko w górze nie czuć było zapachu morza. Ledwie dobiegało tu bicie fal o skały nabrzeża.
się, że za dużo od ciebie wymagam. Nawet nie widziałeś tego, o co walczymy.
Nowoczesna księgowość